Droga krzyżowa – Konsekrowany, czyli Bogu poświęcony (rozważania dla młodzieży)

WPROWADZENIE

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. (…) Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. (…) Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.” Te trzy spośród ośmiu błogosławieństw, choć w ścisły sposób łączą się z trzema zakonnymi ślubami: ubóstwa, posłuszeństwa i czystości, powinny stawać się programem życia dla wszystkich ochrzczonych. Chrzest jest przecież pierwszą konsekracją, w czasie której Bóg mówi do człowieka: „Ukochałem cię odwieczną miłością” (Jr 31,3), „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś moim!” (Iz 43,1). Niech ta wędrówka po śladach cierpiącego Chrystusa napełni nas wdzięcznością za dar naszego chrztu i ożywi w nas wiarę.

STACJA I PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY

W czasie liturgii chrztu każdy z nas otrzymał białą szatę – symbol czystości. Wkładając ją na nas kapłan mówił: „Drogie dzieci stałyście się nowym stworzeniem i przyoblekłyście się w Chrystusa (…)”. Jezus prawdziwie zamieszkał w naszej duszy, świeżo obmytej w wodach chrztu. Od tamtego momentu minęło kilkanaście, może kilkadziesiąt lat. Co pozostało z tamtej bieli i świeżości? Czy w naszym sercu jest nadal miejsce dla Jezusa, czy też nasz grzech skazał Go na śmierć? Jezu, przepraszam Cię za każdy mój grzech, szczególnie ciężki, który powodował, że w mojej duszy nie było miejsca dla Ciebie.

STACJA II PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA

Święty Franciszek z Asyżu, uznawany za Ojca zakonów charakteryzujących się szczególnym umiłowaniem ubóstwa, urodził się i wychował w chrześcijańskiej rodzinie. Rodzice ochrzcili syna i zapewnili mu naukę w szkole parafialnej. Kiedy jednak młody Franciszek zapragnął pójść za głosem powołania do służby Bożej, a nie w ślady ojca, który był kupcem, rodzina nie potrafiła zrozumieć jego decyzji. Franciszek nie godził się na przeciętność, chciał w sposób radykalny realizować naukę płynącą z Ewangelii. Chcąc być odpowiedzialnym za swe chrześcijańskie życie zgodził się na rozstanie z rodziną, na wydziedziczenie, a nawet całkowite odrzucenie przez najbliższych. Przyjmując z wiarą ten krzyż, modlił się słowami: „Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać swoim Ojcem”. Czy potrafimy odpowiedzialnie przeżywać dar naszej wiary? Jezu, przepraszam Cię za to, że niejednokrotnie porzucałem krzyż wierności mojemu chrześcijańskiemu powołaniu, aby się przypodobać ludziom.

STACJA III PIERWSZY UPADEK POD KRZYŻEM

Kiedy dorastamy, coraz bardziej krytycznie patrzymy na świat. Z upływem lat i zbieranych doświadczeń coraz mniej rzeczy wydaje nam się tak idealnych, jak w dzieciństwie. Nawet w postawie naszych najbliższych zaczynamy dostrzegać popełniane błędy. Odkrywamy, że nasi bliscy, którzy nauczyli nas pacierza, prowadzili do kościoła, byli pierwszymi świadkami wiary, nie zawsze żyją tak jak nas uczyli. Czy mamy już na tyle dojrzałą wiarę, że nie usprawiedliwiamy naszych upadków niewiernościami innych? Jezu, przepraszam Cię za to, że w moich wyborach nie kierowałem się Twoimi wymaganiami, ale usprawiedliwiałem swój grzech grzechami innych.

STACJA IV PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ

Dla świadków tego zdarzenia to musiał być niezwykle wzruszający widok. Skazany na śmierć Syn spotyka Matkę. Może po raz ostatni spojrzeli sobie w oczy? Nie to jednak jest najistotniejsze w tej scenie. O wiele bardziej powinna nas wzruszać wiara Matki, która, ani przez chwilę nie wątpi, nie złorzeczy Bogu, nie lamentuje nad losem swoim i Syna. Maryja jest tą Matką, której wiara jest o wiele silniejsza od bólu przeszywającego jej delikatne, kobiece serce. Czy my w chwilach prób potrafimy zawierzyć Bogu naszą teraźniejszość i przyszłość? Jezu, przepraszam Cię za to, że gdy pojawiają się niepowodzenia i trudności zaczynam wątpić w Twą Boską moc.

STACJA V SZYMON CYRENEJCZYK POMAGA DŹWIGAĆ KRZYŻ JEZUSOWI

Jest taka Kalwaria w Serpelicach nad Bugiem, gdzie w twarzy Szymona z Cyreny rzeźbiarz wyrył rysy św. Brata Alberta Chmielowskiego. Adam, bo takie ze chrztu było imię tego świętego, niczym Szymon został oderwany od swych codziennych obowiązków. Gdy to się stało miał już ułożone życie, był artystą-malarzem, doskonalącym swój kunszt na wielu europejskich uczelniach. I podobnie jak Cyrenejczyk, gdy późną porą wracał do swego domu spotkał Chrystusa dźwigającego krzyż. Krzyżem tym była ogromna bieda zarówno materialna, jak i duchowa osób przebywających w jednej z krakowskich ogrzewalni dla bezdomnych. To doświadczenie krzyża całkowicie zmieniło jego życie. Zrezygnował z kariery i przywdziewając ubogi, zakonny habit stał się jednym z tych, którzy dźwigali krzyż odrzucenia. Dewizą jego życia stały się słowa: „Powinno się być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić…”. Czy my umiemy zobaczyć w naszych braciach Chrystusa dźwigającego krzyż cierpienia, choroby, samotności…? Jezu, przepraszam Cię za to, że często nawet moim najbliższym nie potrafię okazać pomocy.

STACJA VI ŚWIĘTA WERONIKA OCIERA TWARZ JEZUSOWI

Na tej samej serpelickiej drodze krzyżowej postać Weroniki ukazana jest jako bł. Matka Teresa. Ta żyjąca w XX w. zakonnica w twarzach ludzi umierających na ulicach Kalkuty widziała cierpiące Oblicze Chrystusa. Wielu mieszkańców Indii z pogardą patrzyło na nieludzko zeszpecone trądem i innymi chorobami twarze swych rodaków, a ona jako pierwsza, może trochę wbrew ludzkiej logice, zaczęła ocierać łzy z ich oczu. Łzy, które wyciskało nie tylko cierpienie fizyczne, ale samotność, odrzucenie przez społeczeństwo i brak nadziei. Czy my, którzy tak dumnie nazywamy się chrześcijanami, potrafimy dostrzec w twarzach ludzi, z którymi żyjemy i których spotykamy cierpiącą twarz Chrystusa? Jezu, przepraszam Cię za to, że czasem moje zachowanie staje się przyczyną łez na czyjejś twarzy.

STACJA VII DRUGI UPADEK POD KRZYŻEM

Kiedy byliśmy dziećmi uczono nas wielu zasad, wśród nich także Dekalogu. W dzieciństwie nie budził on naszych zastrzeżeń. Z czasem jednak, gdy zaczęły pojawiać się upadki i to coraz bardziej poważne, wymagania stawiane przez Boga, choć te same co kiedyś, zaczęły niepokoić nasze serca. Może nawet zrodziła się wątpliwość, czy w dzisiejszych czasach da się jeszcze tak żyć? Przychodzi więc pokusa, ta sama, co w Raju, by jak Bóg znać dobro i zło (por. Rdz 3, 5). Za podszeptem Złego stawiamy siebie w miejscu Boga i układamy swój własny dekalog, który jeśli tylko przestaje nam pasować zmieniamy na inny, bardziej dostosowany do obecnych potrzeb. Czy w ten sposób nie zrywamy przymierza zawartego z Bogiem w dniu naszego chrztu. Jezu, przepraszam Cię za to, że czasem podważam słuszność Bożego prawa.

STACJA VIII JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY

Włączamy telewizor i ciągle słyszymy zarzuty pod adresem Kościoła. W Internecie nieustannie napotykamy na wiadomości o przestępstwach popełnianych przez kapłanów. Trudno nawet myśleć, że to nieprawda, bo przecież wszyscy mają jakieś „dowody” winy. Oburzamy się więc, może nawet słusznie. Zastanówmy się przy tej stacji, czy taka postawa coś zmienia? Czy przez nasze oburzenie i krytykę wzmacniamy naszą więź z Bogiem, która zrodziła się na chrzcie świętym? Jezu, przepraszam Cię za to, że zamiast czynić dobro ciągle zajmuję się rozpamiętywaniem zła.

STACJA IX TRZECI UPADEK POD KRZYŻEM

Im bardziej oddalamy się od Boga, tym mniej wrażliwe staje się nasze sumienie. Jeśli nie próbujemy podnieść się z upadków od razu, to po pewnym czasie nie próbujemy się już nawet usprawiedliwiać tym, że inni też tak żyją, albo, że Dekalog wydaje się niedzisiejszy. I tak z dnia na dzień, im więcej samowoli, tym mniej wolności. Im mniej kontroli nad własnym życiem, tym więcej uzależnień i zniewoleń. Czy żyjąc w ten sposób można być człowiekiem szczęśliwym? Jezu, przepraszam Cię za to, że choć w sakramencie chrztu stałem się świątynią Twego Ducha, to tak często nie ma miejsca w moim sercu, aby Cię ugościć.

STACJA X PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY

Agnieszka, lat 12, Maria Goretti, lat 11, Karolina Kózkówna, lat 18. Gdyby zginęły dzisiaj, pewnie taką informację podałyby kroniki kryminalne. Trzy młodziutkie dziewczyny, które zasłużyły na niebo. Gdy ginęły z rąk oprawców były za młode, aby złożyć Bogu ślub czystości. Nie były jednak zbyt młode, aby korzystając z daru wolności ofiarować Bogu i tylko Bogu swą czystość. Dały Bogu słowo i nikt nie mógł ich zmusić, aby się z niego wycofały, nawet bezlitosna ręka kata. Ile jest warte nasze słowo? Możemy się usprawiedliwiać, że na chrzcie, to rodzice wyznali wiarę w naszym imieniu. Ale w sakramencie bierzmowania, czy nawet w czasie każdej niedzielnej Mszy to już sami publicznie deklarujemy naszą wiarę zarówno w Boga, jak i w Kościół. Czy na naszym słowie można polegać równie mocno, jak na słowie kilkunastoletnich dziewcząt? Jeśli tak to przestrzeganie Dekalogu, a więc i przykazań dotyczących życia w czystości powinno być wyrazem naszej dojrzałości. Jezu, przepraszam Cię za to, że tak często zapominam o moich zobowiązaniach wynikających z sakramentu chrztu.

STACJA XI PAN JEZUS DO KRZYŻA PRZYBITY

Krzyż od czasów Konstantyna Wielkiego (IV w.) uważany jest za znak zwycięstwa i przynależności do chrześcijaństwa. Krzyż zakładany siostrom w czasie uroczystości ślubów zakonnych, oznacza gotowość na wszystko, czego w życiu zakonnym zażąda Bóg. W dniu chrztu najpierw kapłan, a później rodzice i chrzestni nakreślili nam na czole znak krzyża. W ten sposób stając się chrześcijanami wraz z Chrystusem zostaliśmy przybici do krzyża posłuszeństwa woli Ojca. Od tamtej chwili minęło wiele lat. Czy przy podejmowaniu ważnych decyzji pytamy, jaka jest wola Boża? Jezu, przepraszam Cię za to, że wiele moich decyzji zostało podjętych wbrew Twojej woli.

STACJA XII PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

Wraz z rozpoczęciem życia zakonnego, na znak śmierci „starego człowieka” przywdziewa się strój zakonny – habit. W ten sposób odcina się od dotychczasowego życia i oddaje na całkowitą służbę Bogu. W czasie chrztu każdy z nas też otrzymał szatę – białą szatę, jako znak śmierci grzechu w nas, a narodzin tego co święte, czyste i nieskazitelne. Aby nastąpiła radosna chwila Zmartwychwstania, chwila triumfu potrzeba, aby poprzedziła ją śmierć. Czy potrafimy zadawać śmierć temu, co w nas grzeszne? Jezu, przepraszam Cię za to, że tak często, to grzech uśmierca moją duszę, a nie ja grzech, który pojawia się we mnie.

STACJA XIII PAN JEZUS ZDJĘTY Z KRZYŻA

Gdy człowiek zdobędzie jakiś szczyt, zda ważny egzamin, wygra konkurs, do którego przygotowywał się tygodniami, albo rozwiąże jakiś ważny problem, to czuje radość, ale i zmęczenie. Zdarza się, że gdy wspina się na ten swój szczyt to narzeka, czasem ma ochotę zrezygnować z podejmowania dalszego wysiłku. Gdy jednak wytrwa do końca zapomina o całym tym cierpieniu i zostaje przemieniony. Otwiera się na nowe wyzwania, które podejmuje z większą pewnością. Jezus wspiął się na najwyższy szczyt, na którym oddał za nas życie. Teraz Jego martwe ciało zdejmują z krzyża, ale wkrótce zostanie całkowicie przemienione. Życie zakonne, życie chrześcijańskie to nieustanne wspinanie się na wysokie szczyty. Wierność w dźwiganiu krzyża hartuje. Choć na naszej drodze piętrzą się trudności, choć musimy pokonywać kolejne przeszkody, to gdy uda nam się przezwyciężyć słabość naszego grzechu, wytrwać w dobrym postanowieniu, zmobilizować do większego wysiłku, stajemy się mocniejsi i bardziej odważni w walce ze złem. Czy staramy się zdobywać te najwyższe szczyty? Jezu, przepraszam Cię za to, że tak łatwo rezygnuję z podejmowania wysiłku pracy nad sobą.

STACJA XIV PAN JEZUS ZŁOŻONY DO GROBU

„Podobni jesteście do grobów pobielanych” (Mt 23, 27), powiedział Jezus do uczonych w Piśmie, którzy przecież byli ludźmi bardzo religijnymi. Religijność ich ograniczała się jednak tylko do tego co zewnętrzne. Wiara to nie to samo, co religijność. Wiara to życie, relacja z Bogiem. Religijność spełnia swoją funkcję, tylko wtedy, gdy jest zewnętrznym wyrazem tego, co w sercu człowieka. W przeciwnym razie staje się pobielonym grobem, przykrywającym wewnętrzną pustkę. Tak może być z naszym życiem wewnętrznym. Chodzimy do kościoła, modlimy się, znamy Katechizm, ale gdy przychodzą trudności, tracimy sens życia. Jezus od tych, którzy przez chrzest zostali z Nim złączeni, wymaga czegoś więcej. Pragnie, abyśmy Go naśladowali szczególnie w chwilach próby. Gdy nadeszła Jego godzina, wziął krzyż i nie zawahał się oddać życie. Choć doświadczył śmierci, a Jego ciało zostało złożone do grobu, to po trzech dniach ten grób okazał się miejscem triumfu życia. Czy nie za bardzo uciekamy w zewnętrzne formy pobożności, tracąc z oczu to co najważniejsze: miłość Boga i bliźniego? Jezu, przepraszam Cię za to, że tak łatwo ulegam pokusie zastąpienia prawdziwej relacji z Tobą zewnętrznymi formami pobożności.

ZAKOŃCZENIE

Panie Jezu, gdy w chwilach zwątpienia będziemy się wahać, czy warto dalej z Tobą dźwigać krzyż, przypomnij nam, że przez chrzest staliśmy się konsekrowani, a więc Tobie poświęceni. Niech nasze serce zawsze powtarza: „Twoją jesteśmy własnością i do Ciebie należeć chcemy”.